Chorobę CHD można zdefiniować jako niewydolność naczyń wieńcowych – dochodzi do niej w przypadku powstania dysproporcji pomiędzy zapotrzebowaniem mięśnia sercowego na tlen, a jego ilością dostarczaną przez naczynia wieńcowe. Choroba ta pomimo ogromnego postępu kardiologii należy nadal do najczęstszych przyczyn przedwczesnych zgonów, ponieważ do jej powikłań należą: zawał mięśnia sercowego, niewydolność krążenia i ciężkie zaburzenia rytmu serca. Jeśli na organizm działa kilka szkodliwych czynników, to na 1000 osób po 8 latach 700 z nich będzie miało objawy choroby wieńcowej. Umiarkowane ryzyko dotyczy 17% populacji, natomiast wysokie zagrożenie obejmuje ponad 40% - co znajduje potwierdzenie statystyczne - w zależności od regionu do 50% przedwczesnych zgonów to konsekwencje choroby wieńcowej. Według American Heart Association oraz WHO straty ekonomiczne (koszty bezpośrednie i pośrednie wynikające z tej sytuacji, wynoszą w skali świata setki miliardów dolarów rocznie (p. www.americanheart.org). Niepokojąca jest rosnąca wraz z uprzemysłowieniem liczba nagłych zgonów spowodowanych chorobą wieńcową - jak wynika z doniesień Journal of the American College of Cardiology - starszych pacjentów z bezobjawowymi zawałami, którzy stanowią od 25% do 40% ogółu pacjentów po zawałach, a których ryzyko śmierci jest wyższe niż tych, u których zawał został wykryty (ponieważ nie wiedzą o nim). Po długoletnich badaniach kardiolodzy z Waszyngtonu zastanawiają się, czy czynnikami predysponującymi do nierozpoznanego zawału mięśnia sercowego są po prostu tradycyjne czynniki ryzyka miażdżycy naczyń wieńcowych, czy też ci pacjenci mają unikatowe cechy, odróżniające ich od tych z rozpoznanymi objawami. Problemem jest także fakt, że wielu - zwłaszcza młodych pacjentów – nie ma żadnych dolegliwości, poprzedzających pierwszy zawał (samych czynników ryzyka pacjent nie odczuwa) a zatem nie jest leczony. |